czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdzial 1 - Niektórzy maja dusze

   Siedzę na krześle, nerwowo spoglądam na zegarek wiszący nad tablicą na kredę. Jeszcze dziesięć długich minut dzieli mnie od błogosławionej przerwy. Zdenerwowany uderzam długopisem o ławkę, co wywołuje zmieszaną minę na twarzy mego partnera z fizyki. Spoglądam na niego krótko, lecz mam przy tym taką minę, że ten nawet nie odważy się pisnąć ani słówka nauczycielce. Nie lubię go. Myśli, że jest najlepszy z tego przedmiotu i ma prawo krytykować mnie na każdym kroku. Patrzę na kartkę papieru i z zadowoleniem stwierdzam, że większość pustego miejsca jest zapełniona moim nieczytelnym pismem. Spokojnie, di Angelo, zdasz. Biorę głęboki oddech i z uczuciem ulgi, wkładam telefon do kieszeni czarnych spodni. Wstaję, jako jeden z pierwszych. Za mną, jakby na sygnał, zaczynają iść w tym samym kierunku co ja, czyli do biurka nauczycielki. Najgorszej nauczycielki, jaką widział ten świat. Przełykam głośno ślinę i odstawiam kartkę na róg biurka.
   Odwracam się i modlę w duchu, żeby tylko Pani Coleman nie zawołała mnie z powrotem do siebie. Na szczęście, nic takiego się nie dzieję, a ja zadowolony zasiadam na swym stałym miejscu i kładę głowę na ławce. Z tej perspektywę widzę plecy, należące do Agathy. Ubrała dziś białą koszulkę, przez co widać jej czarny stanik, który nie wiadomo dlaczego tam jest. Chłopacy mówią coś w stylu: „Z przodu plecy z tyłu plecy”. Uśmiecham się pod nosem na ten tekst i niemal automatycznie mój wzrok wędruje na Jacob'ie. On, trudzi się i poci by nabazgrać coś na kartce, nie zwraca na mnie chwilowo uwagi. Można by pomyśleć, że zależy mu na ocenie z fizyki. Ale nie. Sytuacja w rzeczywistości wygląda z ciapka inaczej.
   Kiedy Jacob mi o tym opowiadał przed salą, parsknąłem śmiechem. Założył się ze swoją siostrą, że jeśli uda mu się zaliczyć test, co najmniej na tróję, siostra będzie zmuszona przyjść na jego mecz ubrana w krótkiej spódnicy i będzie krzyczeć: „Mój najwspanialszy brat! Wiwatujcie, gdyż przez boisko biegnie jak strzała Jacob Price!”. Jego siostra jest cheerleaderką i zna się na tych układach. Ale to jeszcze nie koniec.
   Jeżeli jego siostra to zrobi, dostanie pieniądze. Mamy w klasie jednego kujona, który lubi sobie popatrzeć na ładne tyłki (Co, jak co, ale siostra Jacoba jest śliczna) i chciałby zobaczyć akurat tyłek Diany. Na meczu, tam, gdzie kibicować będzie jego siostra, usiądzie ten koleś i będzie mógł do woli przyglądać się atutom dziewczyny. A za pięćdziesiąt dolców warto się trochę pouczyć.
   Odwracam głowę i zerkam na kolejnego kujona, tym razem bardziej wnerwiającego. Trudzi się nad zadaniem dodatkowym, by otrzymać najlepszą ocenę, lecz przy tym poci się jak świnia. Raz po raz wyciera pot z czoła rękawem swej za dużej koszuli, widać zawziętość z jaką chce zrobić to zadanie. Patrzę na zegarek, a gdy uświadamiam sobie, że za siedem minut jest przerwa, postanawiam być dobrym człowiekiem.
   Wyciągam telefon, wcześniej rozglądając się wokoło. Nikt na mnie na patrzy. Przybliżam się do George'a i spisuję zadanie, nad którym się tak trudzi. On, łapie mnie za ramię i szepcze.
- Przestań, poradzę sobie, już mam prawie gotowy wynik.
   Szukam rozwiązania zadania, a gdy go znajduje, kładę telefon na ławce, zakrywając go delikatnie dłonią. George, mimo wcześniejszych protestów, przepisuje wynik i z niezrozumiałym wyrazem na twarzy, podchodzi do biurka nauczycielki i odkłada kartkę. Z triumfującą miną chowam telefon do spodni. Wygrałem. Nawet największy kujon może czegoś nie umieć. George zasiada obok mnie i poprawia okulary.
- Ekhm… - chrząka nerwowo. - Dzięki, di Angelo.
   Uśmiecham się do niego, szczerze. Kiwam twierdząco głową i już spokojny o swoją edukację, czekam na dzwonek.
   Następuje on szybciej, niż mi się wydawało. Natychmiast chowam piórnik do swej torby na jedno ramię i żegnając się, wychodzę z pomieszczenia. Jeszcze tylko chemia i wolne, myślę. Podchodzę do sali numer 56 i odkładam torbę. Od razu podchodzi do mnie Jacob i zaczyna rozmowę.
- Stary, nie wiem, czy zgarnę te pięćdziesiąt dolców. - łapie się za głowę, odkładając plecak.
   Przewracam oczyma i prycham cicho. Jak zwykle przesadza.
- Przestań, nie mogło pójść aż tak źle. - staram się go jakoś pocieszyć.
   I to jest mój największy błąd. Jacob zabiera mnie na spacerek wzdłuż korytarza i zaczyna marudzić na zadania na teście. Co jakiś czas potrząsam głową z niedowierzaniem, co ten debil odpowiedział na banalne pytanie, ale zaraz potem uświadamiam sobie, że to przecież Jacob. Po tych latach przyjaźni powinienem przyzwyczaić się do jego niezbyt wysokiego ilorazu inteligencji.
   Przynajmniej jest świetnym przyjacielem. Umie pomóc i doradzić, ale jeśli chodzi o naukę, to lepiej wyjść na boisko i zagrać w piłkę nożną – tak, to Jacob potrafi najlepiej. Jest kapitanem drużyny, uczęszcza na treningi z milion razy w tygodniu, a zawsze znajduje dla mnie czas. Piękna, prawdziwa przyjaźń.
- Halo, ty gombusie*, żyjesz?! - macha mi ręką przed oczami.
   Otrząsam się z myśli i zerkam na niego. Jego krótkie, brązowe włosy, są postawione na żel, aczkolwiek tego prawie nie widać. Oczy są całkowicie odsłonięte, niebieskie tęczówki mogę przejrzeć na wylot nie jednego człowieka. Nos, średniej wielkości, z prostą przegrodą. Usta, dosyć wąskie, nieużywane. Policzki, a raczej same kości policzkowe, wychudzone, co nie pasuje to rozbudowanego ciała chłopaka. Ogólnie można sądzić, iż jest przystojny, co dziwnym trafem nie pomaga mu w znalezieniu dziewczyny.
- Jestem, jestem. Zamyśliłem się tylko. - wyjaśniam pośpiesznie.
   Jacob macha głową na boki i prycha cicho. Gdy mam się odezwać, czuję czyjąś rękę na ramieniu.
- Nico! - odzywa się mój nauczyciel od chemii. - Zaraz mamy lekcję, nieprawdaż?
   Kiwam pośpieszcie głową, ręka nauczyciela nadal znajduje się na moim ramieniu. Ignoruję to. Zdecydowanie bardziej interesuje mnie to, co ma mi do przekazania pan Nelson.
- Posłuchaj, po lekcji podejdziesz do mnie na chwilę, na rozmowę. Chodzi o Twoje oceny. - domyślam się o co chodzi - Dobrze, nie przeszkadzam już wam. Do zobaczenia na lekcji. - odszedł.
   Jednocześnie dziwi mnie ta wiadomość, choć była zgoła oczywista. Mam ledwo dwóję z chemii, właściwie, to jedynkę, ale pan Nelson był tak łaskawy, że podciągnął mi ocenę. Dziękowałem mu za to, a nawet przyniosłem w podziękowaniu ciasteczka własnej roboty! Siedzieliśmy wtedy w klasie podczas piętnastominutowej przerwy i zajadaliśmy się łakociami. Wiem, niezbyt oryginalny pomysł, ale nie jestem w ich wymyślaniu jakoś specjalnie dobry. Chociaż, czasami były nawet niezłe…
   Pomysł, by Percy zanurzył się w Styksie, był jednym z najlepszych pomysłów w moim życiu. Dzięki temu mieliśmy nie lada przewagę nad potworami, a nawet samym Kronosem. Pamiętam te przeciwności i wszystkie kłótnie z Percy'm… Miło je dziś wspominam. Od dawna nie myślałem o moim „poprzednim” życiu.
- Dobra, na czym skończyłem… - mruczy Jacob. - A, no tak. Jeżeli wygram, to…
   Znów się wyłączam. Wspomnienia mnie zalewają, niczym fala sterowana przez Syna Posejdona. Wyznałem mu już jakiś czas temu, co do niego czułem. To było coś w rodzaju poważnego zauroczenia, ale miłością bym tego nie nazwał. Po tym poczułem się o niebo lepiej. Znów zacząłem się uśmiechać. Z dnia na dzień coraz bardziej, a pomagał mi w tym nie kto inny jak Will Solace. Rozbawiał mnie, zagadywał, sypał żartami na okrągło. Dzięki niemu stanąłem na nogi, zacząłem żyć teraźniejszością. Ale to nie tylko jego zasługa.
   Jason Grace strasznie mi w tym pomógł. Razem z Willem planowali mi jakieś wypady do miasta, raz nawet urządzili przyjęcie niespodziankę z powodów moich imienin! Rozumiecie, imienin! Nigdy chyba nie spotkam lepszych przyjaciół od nich. Uśmiecham się na wspomnienie tych dwojga, szczerzących swoje mordki w moją stronę.
   Kolejną osobą, która mi pomogła, jest Reyna. Zaproponowała mi nawet mieszkanie w Nowym Rzymie za darmo i uczenie się w szkole, również za darmo. Odmówiłem. Chciałem zacząć prowadzić normalne, jak na herosa, życie. Chciałem zamieszkać w normalnym domu z normalnymi ludźmi. I się udało. Z pomocą kolejnych kilku osób.
   Dzięki Chejronowi dostałem mieszkanie i rodziców. Wiem, że to brzmi, jakbym traktował ich przedmiotowo, ale to on ich znalazł i załatwił mi mieszkanie z nimi.
   Dzięki Hadesowi, mojemu ojcowi, dostałem pierścień, przez który potwory mają problem ze znalezieniem mnie. Podczas mojego całego mieszkania w mieście Nowy York zaatakowano mnie tylko raz. I to był  człowiek. Więc raczej nie mam się o co martwić, jeśli mam ten pierścień na sobie.
Pomogła mi nawet Annabeth z którą utrzymywałem dobry kontakt po wojnie. Nauczyła mnie przede wszystkim przedmiotów ścisłych, na taki poziom, bym sobie poradził w drugiej gimnazjum. Języki obce – czyli włoski i francuski – szły mi bardzo łatwo, pierwszy z wiadomych względów. Jestem przecież Włochem, ten język mam w małym palcu, a francuskiego uczyła mnie Piper. To było bardzo miłe z jej strony.
   Jedyne przedmioty, których prawdopodobnie nigdy nie zrozumiem, to chemia oraz fizyka. Od kiedy pan Nelson został nauczycielem chemii w naszej szkole, zacząłem coś rozumieć. Lecz gdy miałem rozwiązać jakieś zadanie czy napisać definicję na kartkówce, momentalnie zapominałem wszystkiego. I tak pozostało aż do dnia dzisiejszego, czyli piątego kwietnia. Pozostało także chodzenie z głową w chmurach i, nawet nie wiem kiedy, stałem się fatalnym słuchaczem.
- Ehh… - wzdycha Jacob. - Kiedyś cię uduszę za to, że mnie nie słuchasz. Gorszy dzień? - pyta.
   Od razu zaprzeczam ruchem głowy.
- Nie, właściwie, nie wiem co mi jest – odpowiadam szczerze. - Po prostu jakiś zamyślony dzisiaj jestem, to tyle. Przepraszam.
   Spodziewam się raczej, że na mnie nakrzyczy albo się obrazi, więc można tylko wyobrazić sobie moje zdziwienie, kiedy chłopak otacza mi ręką szyje i zaczyna czochrać włosy. Często tak robi, przyzwyczaiłem się do tego już jakiś czas temu. Na szczęście, jego zabawę przerywa dzwonek, oznaczający rozpoczęcie się lekcji. Idziemy żwawo pod klasę, zabieramy swoje torby i czekamy na nauczyciela. Muszę dać radę, powtarzam sobie w myślach, kiedy wchodzę do sali od chemii.

***

   Z niewiadomych przyczyn zaczynam rozmyślać o jednych z najgorszych scen z mojego dzieciństwa. Zazwyczaj robię to w samotności, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Dzisiaj jednak zdarza się wyjątek. Myślę o wnętrznościach Tartaru na lekcji chemii, podczas gdy powinienem rozwiązywać jakieś głupie zadanie.
   Moją głowę zawraca widok tych wszystkich odradzających się potworów, które wędrują w stronę Wrót Śmierci. Nie wiadomo ile metrów ich od nich dzieli. W Tartarze jesteś zdany na instynkt. Nie ma dokładnej mapy Tartaru, nie użyjesz tam kompasu czy czegoś podobnego. Jesteś zdany wyłącznie na siebie, to ty decydujesz, kiedy się poddasz i kiedy zginiesz. Wszyscy dookoła chcą cię zabić, jednak dopóki ty tego nie zechcesz, nie uda im się to. Musisz być silny, musisz wierzyć, mieć nadzieję. To jedyne wyjście. Szkoda, że dopiero tyle lat po tym zdarzeniu do niego dochodzę. I to na znienawidzonej lekcji.
   Biorę ćwiczenia do ręki i odnajduje stronę, na której są wypisane zadania do zrobienia. Czytam dokładnie treść polecenia z trzy razy, lecz nic nie rozumiem. Nie chcę podnieść ręki i się zapytać, choć wydaje się to być najwłaściwszym rozwiązaniem. Zamiast tego siedzę cichutko w trzeciej ławce z Jacobem, który również nie rozwiązał zadania.
- Ogarniasz coś? - nagle zadaje mi pytanie.
- Nie – odpowiadam od razu i wzrokiem znów podążam na ćwiczenia.
   Przez chwilę zastanawiam się, czy nie warto byłoby jednak podnieść tę rękę z zapytaniem o wytłumaczenie zadania. Nawet, przez ułamek sekundy, mam ją uniesioną, ale natychmiastowo ją cofam. Nie, lepiej nie zwracać na siebie uwagi, myślę. Jeszcze pan Nelson by mnie wziął do tablicy, a dopiero wtedy stałaby się tragedia. Siedzę więc nic nie robiąc i czekając na zbawienie, w postaci dzwonka na przerwę.
   Teraz już zasmakowałem nastoletniego życia i wiem, że nie jest takie łatwe, jak to się może wydawać. Te wszystkie testy, kartkówki i odpytywania potrafią przyprawić o ból głowy. Dosłownie. Ale też jest zabawnie. Czasem ktoś się głupio odezwie, a nauczycielka ma zabawną odpowiedź na jego głupotę i jest na wszystko przygotowana. Taka jest pani Smith. Jest młoda, ma dopiero dwadzieścia osiem lat. Jak to ona ujęła: „Jeszcze całe życie przede mną!”. Uśmiecham się lekko na to wspomnienie.
   Nagle, zamiast pani Smith, w mojej głowie pojawia się znajomy centaur, który przyjaźnie się do mnie uśmiecha. Chejron ma zawieszony łuk przez ramię, lecz nie ma na sobie zbroi. Wszystko wskazuje na to, że ma ćwiczenia łucznictwa z herosami. Nigdy w nich nie uczestniczyłem, zresztą, tak jak w żadnej lekcji w Obozie Herosów. Mój lekki uśmiech od razu zamienia się w smutny grymas.
   Tak naprawdę nigdy nie uczestniczyłem w żadnej misji, tak „legalnie”. Nigdy nie zamieszkałem na długi czas w domku Hadesa. Nigdy nie nawiązałem jakichś szczególnych kontaktów z innymi herosami, nie należącymi do Wielkiej Siódemki, Willa i Reyny. Strasznie tego żałuję. Może, gdybym w wieku, bodajże, dziesięciu lat nie był zły na Percy'ego (a przynajmniej nie chciałbym go zabić) to zostałbym w Obozie i byłbym szczęśliwym Obozowiczem? A może zamknąłbym się bardziej w sobie, nie mogąc przystosować się do otoczenia? Nie, to odpada. W tak wczesnym wieku jeszcze tryskałem radością, byłem gadatliwy i cały czas chodziłem z uśmiechem na twarzy. To przez tę ucieczkę i śmierć siostry tak się zmieniłem.
   Najważniejsza osoba w moim życiu postanowiła, że dołączy sobie do Łowczyń Artemidy i zostawi swojego małego braciszka na pastwę losu… Czy mam jej to za złe? Nie. Raz pomyślała o sobie, miała dość bycia tylko starszą siostrą tego dzieciaka. Chciała być kimś. Wstąpiła do Łowczyń  myśląc, że zdobędzie tym wszystko. Szczęście, niezależność i siłę. Tak, ostatnią rzecz dostała. Lecz szczęścia nikt nie jest w stanie nam ofiarować. Trzeba na nie zapracować, starać się. Szczęście może nam dać jedna osoba, jedno spojrzenie na nią może ukoić nasze skołatane nerwy. Szczęście to spokój ducha. Kiedy jesteś spokojny o swoją przyszłość, nie boisz się dnia jutrzejszego. Masz to gdzieś, jak ktoś cię ocenia i jak na ciebie patrzy. Jesteś przygotowany na jutro, pojutrze i wiele kolejnych dni. Uśmiechasz się do ludzi, starasz się być miłym. Pomagasz, bo chcesz, nie z przymusu. Bo wiesz, jak to jest nie otrzymać pomocy. Stop, zagalopowuję się. Przecieram dłonią oczy i rozglądam się po sali.
   Wszyscy z nosem w książkach, próbujący rozwiązać jakieś skomplikowane zadania. Spoglądam na Jacoba, który czyta temat w podręczniku. Widać, że próbuje coś zrozumieć. Innymi słowy, stara się. To aż dziwne, niepodobne do niego. Trącam go w ramię, chcąc dowiedzieć się o powodzie jego starań.
- Znów założyłeś się o coś z siostrą, że tak się starasz? - pytam i najciszej jak umiem, podjeżdżam do niego.
   Dobrze, że w sali od chemii mamy krzesła na kółkach.
- Nie, po prostu… - nie może znaleźć odpowiedniego stwierdzenia. - Słyszałem, że pan Nelson będzie brał przypadkowych uczniów do tablicy i nie chcę wyjść na totalnego nieuka.
   Kiwam głową i sam zabieram się za powtórzenie materiału. Czytam i czytam tekst już chyba setny raz, ale nadal nic nie rozumiem! Nerwowo przeczesuje włosy ręką, a także uderzał długopisem o książkę. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że pan Nelson mnie przepyta. To oczywiste. Tylko dlaczego akurat dziś? Nie mógł tego zrobić, kiedy jeszcze rozumiałem temat?
   Wzdycham ciężko, uświadamiając sobie, że do końca lekcji zostało jeszcze grubo ponad dziesięć minut. Za chwilę będzie brał do tablicy. Pewnie weźmie z trzy osoby naraz, żeby zaoszczędzić czas. Próbuje się schować za jakimś grubszym chłopakiem i nadal wkuwam te wzory na pamięć. Wszystko niby banalnie proste, ale kiedy zerkam na zrobiony przykład na tablicy, zastanawiam się, czy aby na pewno mam tę samą książkę co nauczyciel. Przecież on użył innego wzoru! A może go tylko przekształcił? Mówił coś kiedyś o tym, ale ja jak zwykle nic z tego nie rozumiałem…
- Dobra, mamy jeszcze trochę czasu, więc do tablicy przyjdzie… - nagle wstaje i zaczyna rozglądać się po klasie. - Jacob, Nico oraz Elizabeth.
   Wzdycham ciężko i z równie ciężkim sercem podchodzę do tablicy, na której nauczyciel właśnie przepisuje zadania z ćwiczeń dla wybranych osób. Zerkam na Jacoba stojącego koło mnie. Jest tak samo roztrzęsiony i sparaliżowany jak ja. Jedynie Elizabeth jest spokojna. Najwidoczniej rozumie temat i słuchała pana Nelsona uważnie przez całą lekcje.
   Kiedy nauczyciel odchodzi od tablicy i patrzy na nas z uśmiechem, czuję się strasznie. Zawiodę go. Pewnie on nadal myśli, że zacząłem wszystko rozumieć z lekcji i jak on to dobrze uczy. Ale nie, bo di Angelo nie pojmuje tych jebanych wzorów!
   Ciężkimi krokami podchodzę do tablicy i biorę jedną z trzech kred. Staję przy przykładzie numer dwa, według zalecenia pana Nelsona. Chwilę trzymam dłoń z zaciśniętą kredą przy tablicy, licząc na to, że zacznie żyć własnym życiem i rozwiąże to głupie zadanie. Jednak nic takiego się nie dzieje.
   Podczas, gdy Elizabeth odchodzi od tablicy z uśmiechem, ja coraz bardziej się stresuję, a myślami jestem daleko stąd. Próbuje przypomnieć sobie ten sposób rozwiązania wzoru, ale nic nie przychodzi mi do głowy. Nerwowo drapię się w kark wolną dłonią i odchodzę na krok od tablicy, pod pretekstem lepszej widoczności zadania.
   Zerkam na przykład Elizabeth i próbuje w myślach logicznie wytłumaczyć sobie, jak rozwiązała to cholerstwo. Wszystko wydaje się jakby wyrwane z kontekstu, nie ma w obliczaniu żadnej logiki. Wypuszczam cicho powietrze i zerkam na pana Nelsona, który stoi oparty o tablicę i patrzy na Jacoba, bazgrzącego coś na tablicy. Jak to dobrze, że nie patrzy na mnie…
   Sytuacja zmienia się, kiedy Jacob odchodzi całkiem zadowolony z siebie od tablicy, a ja zostaje sam. Robię krok w przód. Przykładam lekko drżącą dłoń do przedmiotu moim obaw i zaczynam coś pisać. W sumie, to sam nie wiem co. Gram na zwłokę i czekam na dzwonek oznaczający zbawienie. Jak na zawołanie, dzwoni.
- Do widzenia – nauczyciel mruczy w stronę uczniów, lecz nadal patrzy na mnie. Odkładam kredę, a kiedy chcę pójść po rzeczy, zatrzymuje mnie. - Zostań. Mieliśmy porozmawiać.
   Przeklinam po cichu, ale i tak idę po swoją torbę. Kiedy wszyscy wychodzą z klasy, żegnam się z Jacobem i mówię, żeby na mnie nie czekał. Staję przy biurku nauczyciela, a głowę mam spuszczoną. Nie mam ochoty patrzeć mu w oczy. Wiem, że go zawiodłem.
- Ehh… - słyszę westchnięcie z jego strony. - Dlaczego nie dziwi mnie fakt, że nie potrafiłeś rozwiązać banalnego przykładu? - pyta retorycznie.
   Nadal nie patrzę mu w oczy.
- No cóż, Nico, nie jestem zły, ani nie wstawię ci jedynki. - Zerkam na niego z nadzieją. - Lecz chcę, byś przyszedł do mnie jutro na korepetycję.
   Unoszę głowę i patrzę z niedowierzaniem na swego rozmówce. Że co?
- Ha, widzę, że nie możesz uwierzyć w to, że mam duszę i chcę ci najzwyczajniej pomóc – pan Nelson chwyta mnie za rękę. - Przyjdź jutro o dwunastej trzydzieści na ten adres - okazuje się, że w dłoni trzymał karteczkę. - Pasuje?
- Tak, tak… - odpowiadam niemal natychmiast i chowam karteczkę do kieszeni spodni. - Ja… dziękuję.
   Nauczyciel uśmiecha się i bierze dziennik w rękę. Chwytam mocniej pasek od torby i podążam do wyjścia z uśmiechem na ustach. Mam dzisiaj szczęśliwy dzień!
- Do zobaczenia jutro! - krzyczy pan Nelson, zanim wyjdę z sali.
   Odwracam się do niego i z czystym sercem mówię:
- Do zobaczenia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* Pozdrawiam Oliwię, która tak do mnie przez przypadek napisała i mi się to spodobało :D
Jak na razie, piszę systematycznie xD Nie wiem, ile to potrwa, ale mam nadzieję, że jak najdłużej. W kolejnym rozdziale już będzie akcja! :3
Mam nadzieję, że ten rozdział wam się spodobał :3
Pozdrawiam :3
Do napisania! :33

8 komentarzy :

  1. Z tym to trafiłaś. Fizyka i babka od fizyki to jedne z najgorszych rzeczy w szkole. Chemię lubię, jeden z dwóch lubianych przeze mnie przedmiotów. (Ten drugi to historia) Ale dość o mnie!
    Całkiem spoko zakład xD
    Ten jego przyjaciel wydaje się jakiś taki, no nie wiem, niekumaty? To chyba dobre słowo.
    Nelson... kojarzy mi się z jakimś głupim filmem, ale nie wiem jakim.
    Fotele na kółkach *-* Na nich da się przynajmniej wyprostować....
    To przy tablicy to normalnie moja sytuacja z podstawówki :/
    To na tyle.
    Wierna tobie , niczym świnka swemu błotku, Alex ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. No jasne, że się podobał :) Naprawdę lubię twój styl pisania. Choć nie komentuję (ból dupy poziom mistrz ;-;), to wciąż czytam wszystkie trzy yaoice xD
    Nwm czemu, ale ten cały Pan Nelson tak jakoś mi śmierdzi... Pedofilem czy czymś... Przez cały tekst myślałam, że będzie chciał od Nico zapłaty cielesnej (hahaha jak ja to nazwałam xdd).
    Może jestem tylko stuknięta i on jest jednak dobry z czystego...serca ?
    No cóż, weny i czego tam chcesz :)
    ~Lady Darkness

    OdpowiedzUsuń
  3. Dżem dobry xD
    Rozdział już czytałam wczoraj, ale miałam totalnego lenia i nie chciało mi się skomentować xD
    Pytanie mistrzów: opowiadanie nie wiąże się z Twoim os-em na tamtym blogu, nie?

    Okie, rozdział pierwszy w pytkę. Serio i poważnie podoba mi się ten niewymuszony klimat "powieści dla młodzieży". Ciekaw jak długo go jeszcze utrzymasz xDDD
    Poza tym gdzie bro Jason? XDDDD To zachłanność liczyć na ich scenkę już w pierwszym rozdziale.. no ale xD
    Mam nadzieje, że zwiększysz jakoś rolę Jacoba xD. Fajny ten chłopak :D
    Wgl Nico jaki tutaj rozpieszczany przez wszystkich... Każdy mu pomaga, troszczy się o niego no i w ogóle :D To takie miłe i kochane!
    Chemia to gnójstwo. Nigdy nie lubiłam tego przedmiotu xD
    Jak widzę, czytelnicy próbują się dopatrzeć podwójnej natury pana Nealsona XD. No i moje skojarzenie też pierwsze takie było...
    No ale zobaczymy co Ty tam wymyślisz :D
    3maj się cieplusio i nie mogę się doczekać następnego epizodu XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Fizyka i chemia….
    Grrrrr…..
    Korepetycje?
    Bedą seksy?
    Mrauuuu…..

    A dzie Jason? ;-;

    Czekam na nexta xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Teraz tak pomyślałam, że może wymyśliłaś, że ten nauczyciel jest ojczymem/wujkiem/dziadkiem (xd) Jasona, ale zapewne się mylę. . ;_;
    Dobra, idem się uczyć Rus..Rus.....Ruskiego x_x

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne *-* czekam na więcej!!! ❤
    życzę weny i pozdrawiam 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak ciągle wchodzę, sprawdzam i zastanawiam się, czy jeszcze tam jesteś, czy może ci się to znudziło :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Cuuuudownie~~ ^^

    Ale takie jedno małe pytanko... Będą następne rozdziały... Czy może raczej nie będą?


    Ale i tak wyczekuje nexta ;)

    OdpowiedzUsuń